Czy warto się uczyć języków niszowych? Plusy i minusy znajomości rzadkich języków obcych

with 9 komentarzy

Ukończyłam bohemistykę i nauczyłam się języka ojczystego ponad 10-cio milionowej populacji. Języka, który poza granicami kraju znają i rozumieją obywatele sąsiedniego, jeszcze mniejszego państwa. Jakby tego było mało, w Polsce panuje przekonanie, że czeski jest prosty i właściwie z Czechami da się dogadać. Jak nie słownie, to na migi, ale da się.

Jak to jest z tą nauką języków obcych niszowych? Warto czy nie? Czy z puntu widzenia Polaka, którego ojczysty język również należy do niszowych, opłaca się pakować w coś takiego?

Dziś postaram się na to pytanie odpowiedzieć. Przedstawię Wam plusy i minusy nauki rzadkich języków obcych oraz swój punt widzenia.

 

 

Brno widok na katedrę

 

 

Plusy znajomości niszowych języków obcych

 

  • mniejsza konkurencja na rynku pracy

Ten punkt jest tak naprawdę kluczowy w kontekście znajomości języka niszowego i to właśnie ta kwestia stała za wyborem mojego kierunku studiów.
Przy małej liczbie aplikujących na dane stanowisko, mamy szansę na zdobycie wymarzonej pracy za całkiem przyzwoite pieniądze. Spójrzmy prawdzie w oczy: ilu kandydatów znajdzie pracodawca z językiem słowackim, arabskim, tureckim czy węgierskim, a ilu z niemieckim, francuskim, hiszpańskim, o angielskim nie wspominając?

 

  • możliwość rozpoczęcia pracy w branży bez wcześniejszego doświadczenia

Tego żywym przykładem jestem ja 😉 Moja pierwsza praca na etat była w branży HR. Jeszcze będąc w szkole myślałam o pracy na stanowisku rekruterki. Nie muszę więc mówić, jak bardzo jestem wdzięczna losowi za to, że mogłam przez ponad rok pracować w dziale HR i to wyłącznie dzięki znajomości czeskiego.

Aktualnie pracuję w branży e-commerce i jak się zapewne domyślacie – tu również nie miałam wcześniejszego doświadczenia. Przynajmniej nie w CV, bo tematem interesowałam się już wcześniej. Nawiasem mówiąc planuję napisać post o tym, jak weszłam do świata e-commerce, z jakich źródeł czerpałam wiedzę i co myślę o tej branży.

A jeśli obawiacie się, że sama znajomość języka nie wystarczy, to zobaczcie post o tym, jak dobrze przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej. Przetestowałam na sobie, więc sprawdzone 😉

 

  • wyższe wynagrodzenie

Nie polecam wierzyć do końca badaniom i statystykom, które pokazują, ile zarabiają osoby ze znajomością konkretnych języków obcych. Najlepsze rozeznanie zrobicie przeglądając ogłoszenia o pracę, zwłaszcza na Facebooku, gdzie niejednokrotnie umieszcza się wysokość wynagrodzenia. Poza tym, wraz z liczbą przebytych rozmów rekrutacyjnych wzrośnie wasza umiejętność wycenienia się. Mając takiego asa w rękawie możecie śmiało cenić się wyżej, bo jak wspomniałam w pierwszym i najważniejszym punkcie – nie macie licznej konkurencji 😉

 

  • większy prestiż

„Znam angielski i niemiecki” – „Mhm, spoko”

„Mówię po czesku” – „Serio? Gdzie się nauczyłaś, skąd taki pomysł?”

Żeby nie było – absolutnie nie dyskredytuję tutaj znajomości popularnych języków obcych. Sama zresztą zaczęłam uczyć się hiszpańskiego, bo uważam go za niezwykle przydatny, zwłaszcza w kontekście podróży do krajów Ameryki Łacińskiej. Poza tym dorobek kulturowy dużych państw jest znacznie bogatszy i nierzadko ciekawszy od tych mniejszych. Trudno jest bowiem mówić o wielkim wkładzie Słowacji w rozwój kultury europejskiej, kiedy to państwo przez wieki znajdowało się pod panowaniem Habsburgów, będąc nazywane „północnymi Węgrami”.

Znajomość rzadkiego języka obcego jest tym, co wzbudza ciekawość i rodzi u innych pytania typu: skąd pomysł, dlaczego właśnie ten język etc. Nie powiem, żeby te pytania były moimi ulubionymi, ale prawdę mówiąc coś nieoczywistego u innych wzbudza również moją ciekawość. Jeśli więc decydujecie się na naukę języka niszowego, to bądźcie również przygotowani na pytania o powód waszego wyboru 😉

 

 

Brno widok

 

 

Minusy znajomości niszowych języków obcych

 

Jak wszystko inne, tak i nauka języków rzadkich ma swoje słabsze strony.

 

  • mało materiałów do nauki

Pamiętam jak na jednym z pierwszych lektoratów języka czeskiego, lektorka powiedziała nam że nie ma obecnie na rynku dobrego podręcznika do nauki czeskiego. Na początku korzystaliśmy z podręczników napisanych po angielsku, a już później z podręcznika po czesku. Zawsze też dostawaliśmy tonę kserówek (#ekologia).

Z serbskim jest podobnie, żeby nie powiedzieć –  gorzej. Podręcznik także po angielsku, masa kserówek do kolekcji  niewiele materiału dostępnego w sieci dla początkujących. Ubolewam nad tym, że nawet moje ulubione wydawnictwo Edgard wydające głównie samouczki do nauki języka, nie pokusiło się o wydanie czegoś w rodzaju „Serbski nie gryzie”. Mamy za to chorwacki, co jest pewnie związane z popularnością tego kraju wśród Polaków. Mimo że różnice pomiędzy chorwackim a serbskim są jak pomiędzy słowackim a czeskim, to jednak wciąż są to dwa, odrębne języki. W tym miejscu chciałabym też przestrzec przed uczeniem się dwóch bardzo podobnych do siebie języków, ponieważ grozi to totalnym chaosem i najpewniej skończy się tak, że w żadnym z nich nie będziecie mówili poprawnie. Znam osoby, które uczyły się czeskiego i słowackiego i ich wypowiedzi były w języku…czechosłowackim 😉

 

  • mało osób, które się nim posługują

To może być zarówno plus (mniejsza konkurencja na rynku pracy), jak i minus, głównie w kontekście native speakerów. Przykładowo hiszpańskim czy angielskim można się posługiwać w więcej niż jednym kraju. Z drugiej jednak strony w Europie prawie każdy zna angielski. Prawie, bo Francuzi wciąż nie są do anglojęzycznej mowy przekonani 😉

Smutne jest więc to, że po czesku mogę rozmawiać tylko w dwóch krajach, a np. po niemiecku – w sześciu i jest to również jeden z języków roboczych Unii Europejskiej.

Jeśli więc chcecie szlifować swój niszowy język, to musicie jeździć tylko do jednego kraju. Małe są bowiem szanse na to, że w pubie w Londynie natkniecie się na…Serba 😉

 

  • uboga oferta kursów językowych/korepetycji

Jeśli mieszkasz w mniejszej miejscowości, znalezienie korepetytora z Węgier lub np. rodzimego Koreańczyka może graniczyć z cudem. Tu jednak z pomocą przychodzą internetowe kursy i korepetytorzy prowadzący lekcje np. na portalu iTALKI.com, o którym wspominałam we wpisie na temat kursów online.

Jeśli wolisz kursy grupowe i mieszkasz w Warszawie, zorientuj się, jaką ofertę ma ambasada danego kraju. W przypadku czeskiego, można było uczestniczyć w lekcjach organizowanych przez  Czeskie Centrum. Ze względu na obecną sytuację pewnie nie jest to już możliwe.

Tak czy inaczej, żeby znaleźć korepetytora z języka niszowego czy egzotycznego, musisz się nieźle napracować. A jeśli mówimy o dobrym korepetytorze to jest to już spore wyzwanie.

 

 

Podsumowanie

Podsumowując wpis o tym czy warto uczyć się języków niszowych, podejdę do tego dwojako.
Po pierwsze statystyka. Z wypunktowania uzyskujemy wynik 4:3 dla plusów.
Po drugie – moje zdanie na ten temat.

Otóż uważam, że jak najbardziej warto uczyć się języków niszowych. Sama jestem tego przykładem – ukończyłam filologię czeską zyskując przy tym pasywną znajomość języka słowackiego. Dodatkowo uczęszczałam przez 2 lata na lektorat serbskiego, co daje mi możliwość komunikowania się z mieszkańcami kilku państw Półwyspu Bałkańskiego. Mogę pracować w wielu branżach, bo dla pracodawców ważniejsza jest zazwyczaj znajomość danego języka niż doświadczenie na podobnym stanowisku. Krótko mówiąc – nie narzekam. Gdybym ponownie wybierała się na studia, na pewno wybrałabym filologię obcą i najprawdopodobniej byłby to język egzotyczny. Jest w tym jednak coś ciekawego, fascynującego, coś co umiejscawia w pewnej niszy i wyróżnia na tle innych.

Jeśli właśnie stoicie przed wyborem kierunku studiów, to radzę rozważyć wybór filologii obcej. Nie musicie od razu zostawać lektorami, nauczycielami czy tłumaczami. Studia językowe dają wam na prawdę szerokie spektrum możliwości. W ciągu 5-ciu czy 6-ciu lat zapewniają dostęp do wiedzy, którą ciężko posiąść podczas kilkumiesięcznego kursu językowego. Ale wchodzę już w dygresję i byłby to materiał na wpis o różnicach pomiędzy studiami filologicznym i kursem językowym 😉

Tak czy inaczej warto. Dobrze jest jednak pamiętać o jednej rzeczy. Znajomość języka niszowego ma sens, jeśli równolegle znacie co najmniej jeden język popularny. Wasza atrakcyjność na rynku pracy niebotycznie wzrasta a do tego możecie porozumiewać się z ludźmi z niemalże całego świata.
Bierzcie więc byka za rogi i uczcie się języków!

Jeden rzadki, jeden częsty
i wasz los nie będzie nędzny!

 

 

Brno muzeum podziemia

 

 

P.S. Lekturę niniejszego posta umiliły zdjęcia ze stolicy Moraw – Brna.

9 Odpowiedzi

  1. UKWho
    | Odpowiedz

    Dla mnie największą wadą niszowych języków jest to że mało się ich używa w codziennym życiu, jednak angielsko czy rosyjsko języcznych książek, filmów czy muzyki jest cała masa a czeskich już ciut mniej :). Do tego w Warszawie wystarczy wieczorem „wyjść na miasto” i jest okazja do użycia języka i pogadania po angielsku czy innym masowym języku, spotkać osobę mówiąc po czesku już trudniej. Tak w ogóle fajnie Olcia że piszesz 🙂 :*

    • Aleksandra
      | Odpowiedz

      Zgadzam się. Pogadać można częściej jak się mieszka przy granicy z tym państwem 😉 Dzięki, pozdrawiam :*

  2. Czy jak się wybierałaś na studia to miałaś jakieś podstawy języka? Czy od całkowitego zera zaczynałaś?

    • Aleksandra
      | Odpowiedz

      Od zera zaczynałam 🙂

  3. Maja
    | Odpowiedz

    Wydaje mi się, że dużo też zależy od rynku pracy w miejscu, w którym mieszkamy. Studiowałam japoński, hiszpański i włoski. Umówmy się, że japoński językiem niszowym nie jest, chociaż na pewno jest mniej popularny, niż rosyjski, czy niemiecki. Mimo to po studiach nie znalazłam w Trójmieście żadnej oferty pracy z tym językiem. Dosyć szybko znalazłam za to zatrudnienie z językiem hiszpańskim, który jest już dość powszechny. Przez to japoński jest teraz u mnie w zaniku i mimo że przeprowadziłam się do Nowego Jorku, gdzie faktycznie mógłby mi się w pracy przydać, nie jestem już dość biegła. Nieużywany język zanika 😉 Niszowy szybciej.

    • Aleksandra
      | Odpowiedz

      To prawda, zależy od miejsca zamieszkania, ale jest na to sposób – praca zdalna 😉 Też dużo zależy od tego, jaki język sobie wybierzemy. Czeski jest akurat językiem naszych południowych sąsiadów, dlatego w Polsce łatwiej o pracę z nim. Jak się nie używa aktywnie języka, to niestety trzeba się mocno starać, żeby nie zanikł. Czytanie, słuchanie, oglądanie filmów, jakieś konwersacje. Wiadomo, że motywacja mniejsza, bo teoretycznie nie jest nam w danej chwili potrzebny, ale znajomość jednak warto podtrzymywać. Pozdrawiam 🙂

  4. Nie znam żadnego języka niszowego, chociaż ostatnio znajomy zaimponował mi nauką tajskiego.
    Chodził na lekcje. Ale niestety jak się go nie używa , to zanika.
    Ja mam zasadę, że jak jadę do jakiegoś kraju, to uczę się podstawowych słów np. perskiego,czy tureckiego i to mi wystarczy.
    Dobrze się uczyć niszowego języka, kiedy się potem można w jakiejś branży nim posługiwać.
    Pozdrawiam 🙂

    • Aleksandra
      | Odpowiedz

      Fajna zasada, może też tak będę robić jak już zaczniemy podróżować na nowo 😉 Językiem można się posługiwać w praktycznie każdej branży, czego sama doświadczyłam. Lub też szukać pracy zdalnej w kraju naszego języka niszowego. A tajski super, biorąc pod uwagę boom na zwiedzanie tamtych rejonów. Pozdrawiam! 🙂

  5. MamaPatrzy
    | Odpowiedz

    uważam że jeżeli ma się możliwości i predyspozycję to warto jak najbardziej, często specjalisci ze znajomościa niszowych języków są poszukiwani 🙂

Zostaw Komentarz