Wakacje nad Bałtykiem w czasach pandemii. Czy w Polsce jest bezpiecznie?

with Brak komentarzy

Ministerstwo zdrowia apeluje, by tegoroczne wakacje spędzić w Polsce. Dużo mówi się o bezpieczeństwie. Tymczasem w pociągu na Hel jest tak tłoczno, że wielu pasażerów musi zostać na peronie, czekając na kolejny.

Wakacje 2020 miały być moimi wakacjami życia. Jednak zamiast oceanu i życiowej przygody znów zawitało Morze Bałtyckie, te same scenerie i kapryśna pogoda.

 

 

Rewa

 

 

W te wakacje miało się spełnić moje największe podróżnicze marzenie – lot do Stanów Zjednoczonych. W czasach szkolnych znaczną część wakacji spędzałam u mojej rodziny na wsi. Pamiętam, że w jednym z pokoi stała na telewizorze widokówka oprawiona w ramkę przedstawiająca Manhattan. Przyszedł mi wówczas do głowy prosty scenariusz – dobrze się uczyć, mieć dobrze płatną pracę i zobaczyć Nowy Jork na żywo. Niestety jak dotąd się nie spełniło…

Zeszłe lato miałam za to wyjątkowo podróżnicze. Zaliczyłam tydzień nad Bałtykiem, tydzień w Grecji, weekend w Brnie i tydzień na Cyprze. Z perspektywy czasu i obecnej sytuacji cieszę się, że żadnego z tych wyjazdów nie odpuściłam.

W tym roku też nie próżnowałam i dość aktywnie spędzałam większość letnich weekendów. Praca zdalna pozwoliła mi również na dłuższy pobyt w moim rodzinnym mieście.

Choć coraz więcej ludzi wraca już do zagranicznych wojaży, to ja nadal się wstrzymuję. Myślę o bezpieczeństwie, kwarantannie, która może na obcej ziemi spaść jak grom z jasnego nieba, wspieraniu polskich przedsiębiorców. Żadnej jednak z wymienionych rzeczy nie mogę być pewna.

Bezpieczeństwo nad Bałtykiem pozostaje dla mnie kwestią wątpliwą. Pokazał mi to już długi weekend czerwcowy, kiedy to właśnie tam o pandemii można było zapomnieć.

Z kwarantanną sprawa również nie jest prosta, bo i w Polsce zdarzało się, że do hotelu przyjechali zakażeni turyści czy też jego właściciel był chory. W konsekwencji oznaczało to konieczność dwutygodniowego pobytu dla wszystkich wypoczywających w danym ośrodku.

A co do wspierania polskich przedsiębiorców, to jestem jak najbardziej za. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że w nadmorskich kurortach zdzierają oni z turystów, ile tylko się da. A COVID-19, podobnie jak dla wielu pracodawców, stanowi tylko pretekst do podnoszenia cen.

 

To tyle słowem wstępu. Czas na mięso.

 

Weekend w Trójmieście

Urlop rozpoczęliśmy od weekendu Gdańsku. Muszę przyznać, że Trójmiasto nie należy do miejsc najczęściej przeze mnie odwiedzanych. W ostatnich latach królowały raczej zachodniopomorskie miejscowości, między innymi Gąski, które aktualnie cieszą się popularnością przede wszystkim wśród rodzin z dziećmi.

Nocleg wybraliśmy w samym sercu Gdańska, na starówce. Hotel Puro urzekł mnie designem, pyszną kawą wliczoną w koszta i lokalizacją. Trzeba mu jednak odjąć 2 punkty za parking. Na stronie widnieje informacja, że parking kosztuje  80 zł. Sęk w tym, że miejsce parkingowe nie jest zagwarantowane. Przez ok. 40 min krążyliśmy wokół szukając alternatywnego miejsca. Moi znajomi znaleźli je na płatnym parkingu w innym hotelu, natomiast nam udało się zająć miejsce bezpłatne przy Puro.

Gdańsk przywitał nas tłumnie. Raz, że lato, dwa, że wakacje, a trzy – rozpoczynający się Jarmark Dominikański. Tłumy to nie tylko wątpliwa kwestia bezpieczeństwa, ale również długie oczekiwanie na posiłek. Rekord pobiliśmy w Whiskey in the Jar, gdzie na obiad czekaliśmy ponad godzinę! Burger jednak był tego wart 😉

 

Neptun w Gdańsku

 

Wieczorem pobujaliśmy się w rytm latynoskiej muzyki w Havana in Gdańsk. Bardzo polecam to miejsce! To tu spróbowałam tequilli, chyba po raz drugi w życiu. Świetna atmosfera, pyszne drinki i Kubańczyk zachęcający do wspólnej tanecznej zabawy. Przez chwilę można było poczuć się jak na dalekiej, gorącej Kubie…

W niedzielę nieco się rozluźniło, pojechaliśmy na plażę, która także nie przypominała wyglądem bohaterek tegorocznych memów.

Weekend w Gdańsku oceniam bardzo pozytywnie. Samo miasto jest niesamowicie urzekające i romantyczne. Mieszkając w Warszawie jestem przyzwyczajona do tłumów i ruchu na ulicach. Jeśli jednak dla kogoś ważna jest cisza, spokój i bezpieczeństwo, to Trójmiasto lepiej omijać szerokim łukiem ;-).

 

Urlop w Rewie

Na nasze miejsce docelowe wybraliśmy Rewę. Dlaczego? Po pierwsze jest tam windsurfing, o którym marzyła męska część ekipy. Po drugie, to niewielka miejscowość a co za tym idzie – mniej ludzi i niższe ceny noclegów. Kiedy wcześniej szukaliśmy noclegów w Krynicy Morskiej, to ceny były zatrważająco wysokie. Liczba potencjalnych turystów także działała na niekorzyść wspomnianego kurortu. Podobnie było z Helem, ale do niego jeszcze wrócę.

Jeśli chodzi o pogodę, to muszę przyznać, że nawet nam się udała. Na cały tydzień mieliśmy 3 dni niepogody, które i tak wykorzystaliśmy.

 

Co robić w Rewie?

Wydawać by się mogło, że mała miejscowość nie będzie zbyt atrakcyjna. Jednak Rewa stanowi idealne miejsce na wypoczynek będąc równocześnie bazę wypadową.

W słoneczne dni można wypoczywać na jednej z dwóch plaż. Choć turystów  w Rewie nie brakowało, to bez obaw można było znaleźć dla siebie miejsce o każdej porze dnia 😉

W Rewie znajduje się wysunięty na morze Cypel.  Droga prowadząca na plażę to Aleja Zasłużonych Ludzi Morza, na końcu której znajduje się ogromny Krzyż Morski. Wśród wmurowanych w ziemię tablic znajdziemy i taką poświęconą m.in. Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu. Bądźcie czujni, bo wkrótce ukaże się na moim Instagramie post poświęcony temu panu.

W Rewie swoje miejsce znajdą również pasjonaci sportów wodnych – windsurfingu i kitesurfingu. Na zatoce, przypominającej nieraz jezioro, są właśnie idealne warunki dla początkujących. Kiedy przychodzą duże fale, pole do popisu mają ci bardziej zaawansowani oraz miłośnicy surfowania z latawcem. A jeśli nie jesteś pasjonatem żadnej z tych aktywności, to możesz spróbować swoich sił na rowerku wodnym.

W Rewie znajduje się też wypożyczalnia rowerów. Skorzystaliśmy z nich jadąc do pobliskich Mechelinek. Do Mechelinek warto się udać ze względu na molo oraz punkt widokowy, z którego rozpościera się widok na całą zatokę Pucką.

 

Mechelinki punt widokowy

 

 

Katamaranem w piękny rejs

Dla znudzonych plażowaniem  Rewa oferuje rejsy do Jastarni. Bilety są sprzedawane wyłącznie online na stronie https://www.rejsywodne.pl/. Koszt to 65 zł/os. Pomimo iż katamaranowi daleko do dużego, piętrowego statku, jakim miałam okazję płynąć w zeszłym roku po Morzu Jońskim a widoki są zgoła niż te w Grecji, to rejs oceniam pozytywnie.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to niestety przez wejściem na pokład nie było egzekwowane posiadanie maseczek ochronnych. W związku z tym część osób je miała, a część nie. Na szczęście nie trzeba było siedzieć przez godzinę w środku i można było wyjść na zewnątrz.

 

Na półwyspie helskim

Jastarnia powitała nas ogromem latawców unoszących się nad wodą i silniejszymi wiatrami. Z nimi kojarzy mi się właśnie Hel i cały Półwysep. Odnoszę wrażenie, że nie ma tam bezwietrznego dnia 😉

Naszym planem było wypożyczyć rowery i jechać na Hel. Pokrzyżowała go jednak kapryśna pogoda i wiadomość o odwołaniu rejsu powrotnego. Nie mając więc pewności co do godziny oraz formy powrotu, zdecydowaliśmy się na pociąg.

 

Przeżyłam w nim szok. Pociąg był wypełniony po brzegi. Wielu turystów musiało się obejść ze smakiem i poczekać na peronie na następny.

 

Początek i koniec Polski

O ile się nie mylę, to była moja druga wizyta na Helu. Pamiętam, że jako dziecko odwiedziłam z rodzicami fokarium. Pogoda nie rozpieszczała ani wtedy, ani teraz.

Dotarliśmy jednak na koniec Polski i przy niemałym wysiłku udało się pstryknąć fotkę bez bohaterów drugiego planu 😉
Najzabawniejszym epizodem naszej wycieczki była przejażdżka Melexem po Helu połączona z dość skromnym bądź co bądź zwiedzaniem.
Pan ubrany na czerwono, tak jak jego Melex, pokazał nam dwa obiekty: Latarnię morską oraz Port Wojenny w pobliżu którego znajdują się wraki statków: ORP Wicher II i Grom II.

 

Melex to dobra i niedroga opcja na szybkie zobaczenie najważniejszych punktów na Helu.

Z Jastarnii do Rewy wróciliśmy autobusem, który został podstawiony w zamian za katamaran.

 

Hel

 

Gdzie zjeść w Rewie?

Jak wiadomo, jedzenie to podstawa udanego dnia 😉 Nad morzem staram się jeść ryby, ale tym razem nie obeszło się też bez dań kuchni zagranicznej.

Jeśli najdzie Cię ochota na pyszną włoską pizzę z pieca, to wal jak w dym do RIFFE SURFPIZZA. Na szybkie zapiekanki polecam budkę nieopodal plaży, która poza nimi oferuje także tortille, churros, ciabatty i frytki różnego rodzaju. W każdym z tych lokali wegetarianie znajdą coś dla siebie. Wspomniana pizzeria oferuje na przykład wegańską pizzę.

Jeśli gustujesz w daniach regionalnych, lubisz zarówno proste, jak i bardziej wyrafinowane potrawy, to gorąco polecam restaurację Checz Kole Szperka. Oprócz pysznego jedzenia i rybki, która o dziwo nie pochłonęła połowy zasobów finansowych, można skosztować ciekawych i niespotykanych dań jak na przykład burger z flądrą.

Niech Cię jednak nie zwiedzie wizja „świeżej” ryby nad morzem. W niejednej knajpce czy smażalni dowiedziałam się, że panuje sezon ochronny i żadna z ryb nie została, wbrew moim przekonaniom, złowiona jeszcze tego samego dnia o świcie. Mimo to rybki nad morzem zawsze lepiej smakują. Zwłaszcza, jeśli jemy je w przy szumie fal.

 

Checz Kole Szperka Rewa

 

 

Co robić kiedy pada?

Niestety nad Bałtykiem gwarancji pogody nie ma. Nie ma też na nią reguły. Pamiętam upalne lipce, kiedy to przez dwa tygodnie, dzień w dzień było gorąco i świeciło słońce.  Pamiętam też ciepłe wieczory, kiedy spokojnie można było wyjść w szortach. Mimo iż przez globalne ocieplenie niektórzy nie mogą spać po nocach, to tegoroczne polskie lato do najgorętszych nie należy.

Dni niepogody mieliśmy trzy. To i tak niedużo w porównaniu do długiego weekendu czerwcowego, który spędziliśmy w Dąbkach, gdzie trzy  z czterech dni były deszczowe i chłodne.

 

W pierwszym dniu słabszej pogody podjęliśmy decyzję o wycieczce do Gdyni. Przypomniałam sobie jak wygląda Dar Pomorza i Błyskawica. Z Rewy do Trójmiasta jest niedaleko, a w większym mieście znajdziemy o wiele więcej atrakcji na deszczowe dni.

 

 

Ile kosztują wakacje nad morzem?

Chyba nikt nie łudzi się, że wakacje w Polsce i do tego nad Morzem Bałtyckim do tanich nie należą. Ceny z roku na rok są coraz wyższe. Jest to jednak w pewien sposób uzasadnione – właściciele obiektów wypoczynkowych i restauracji mają tylko 2 miesiące, żeby na swoim biznesie zarobić.

 

Poniżej wypisałam przykładowe ceny:

 

  • gofr z owocami – 8 zł
  • Melex – 70 zł/ 4 osoby
  • wypożyczenie rowerka wodnego – 40 zł/ 4 os.
  • rejs do Jastarni w obie strony – 65 zł
  • lekcja windsurfingu – 100 zł/os. (przy dwóch, trzech osobach jest taniej)
  • obiad – średnio 40 – 50 zł/os.

 

 

Czy warto spędzić urlop nad Morzem Bałtyckim?

W zeszłym roku spędzając po raz pierwszy wakacje w Grecji i na Cyprze zaczęłam dość mocno zastanawiać się nad sensem poświęcania jedynego urlopu w roku na wyjazd nad Bałtyk. Rozumiem kwestie zdrowotne (jod), patriotyczno-ekonomiczne (wpieranie polskich przedsiębiorców), możliwość uprawiania sportów wodnych w niektórych rejonach, sentyment, niechęć do dalekich, zagranicznych podróży, strach, aerofobia itp. Powodów dla podróży krajowych jest tak samo dużo, jak dla tych zagranicznych. Każda ma swoje plusy i minusy, nie ważne czy mówimy o obecnej sytuacji i pandemii, czy o przeszłości.

 

Odpowiadając na zadane w tytule pytanie: czy w Polsce jest bezpiecznie? odpowiadam: to zależy. Zależy od tego czym, z kim i dokąd podróżujesz, czy wybierasz kurorty, które wręcz słyną z tłumów, czy przeciwnie – mniejsze miejscowości. Wielu sytuacji nie da się przewidzieć, ale rozsądek powinien nade wszystko królować.

 

 

Rejs do Jastarni

 

Po więcej zdjęć i wspomnień zapraszam na mojego nietypowego Instagrama.
Zapraszam również do podzielenia się swoimi wakacyjnymi wspomnieniami. Co w tym roku wygrało? Polska czy zagranica? 🙂

 

 

 

 

Zostaw Komentarz